Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zima. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lutego 2013

Pełnoziarniste scones z daktylami i orzechami

Wyznaję wyższość niedzielnych śniadań nad wszystkimi innymi. Znacie z pewnością to uczucie, gdy ma się pełną możliwość zwolnienia na trochę dłużej niż chwilę, można wtedy usiąść z książką, a nie wiedząc kiedy, mija całe popołudnie. Można też przygotowywać śniadanie trochę dłużej niż zwykle, a sama radość pichcenia spycha głód na drugi plan. Tak, dziś jest właśnie ta niedziela, która pachnie i cieszy.
W zasadzie piekę rzadko i niechętnie, bo większe panowanie mam nad nożem, patelnią niż sypkimi produktami, które hulają sobie w piekarniku. Próbuję jednak szkolić się w tym fachu, a efekty są, efektem są choćby te cuda.
Pełnoziarniste scones z daktylami i orzechami
1 i 1/2 filiżanki mąki orkiszowej
1/2 filiżanki otrąb (pszennych, owsianych- dowolnie)
1/4 filiżanki cukru trzcinowego nierafinowanego
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej 
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki proszku do pieczenia
garść posiekanych orzechów włoskich
garść daktyli
1 jajko (w wersji wegańskiej można spróbować ze zmiksowanym bananem)
1/2 filiżanki mleka roślinnego (u mnie gryczane)
skórka z połowy pomarańczy

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni. Do miski przesiewam mąkę, dodaję resztę suchych składników wraz z posiekanymi orzechami i daktylami oraz skórką z pomarańczy. Mieszam wszystko drewnianą łyżką stopniowo dolewając rozbełtane w filiżance jajko z mlekiem. Dokładnie mieszam do momentu, aż składniki się połączą (dosypuję mąki, gdy jest to potrzebne- ciasto musi być zwarte i nieklejące). Formuję kulę, którą piekę przez 15minut na środku blachy wyłożonej papierem do pieczenia. Po upieczeniu wyjmuję do ostygnięcia i kroję na cztery (całkiem spore) części. 
Zjadłam z dżemem figowym przywiezionym przez dziadka z Macedonii i to połączenie w pełni zadowoliło moje kubki smakowe, bo daktyle-orzechy-figi to prosta droga do kulinarnego raju. Wyobrażam sobie, że będzie pysznie smakować z masłem orzechowym albo domową nutellą, może konfiturą różaną? Warto sprawdzić!

czwartek, 31 stycznia 2013

Buraczany hummus z cynamonowymi warzywami

To połączenie zadowala mnie kompletnie. Smaki niebiańsko się komponują- słodycz buraka z hummusu i cynamon z pieczonych warzyw korzennych. Bardzo prosta, lekka i szybka przekąska. Hummus jest popularną w kuchni arabskiej przekąską, używaną w wieloraki sposób, jada się go na potęgę w przeróżnych wariacjach smakowych. Polecam wegetarianom- cieciorka dostarcza wiele wartościowego białka. A hummus warto mieć w lodówce zawsze, bo jest uniwersalny- nadaje się jako pasta do chleba, dip (jak w tym przypadku) lub sam w sobie jako przekąska. Tradycyjny hummus już mi się przejadł.Wzbogacałam go już suszonymi pomidorami, oliwkami, ale zaden nie był tak fenomenalny jak buraczany.

Hummus buraczany
puszka* cieciorki (ok 200-250g)
dwa ząbki czosnku
dwie łyżeczki tahiny- pasty z nasion sezamu
1/4-1/2 szklanki wody ( w zależności od chcianej konsystencji)
jeden spory burak
pieprz, sól
*można użyć twardej cieciorki- wtedy moczymy całą noc i gotujemy ok. 60min.

Myję buraka i zawijam go w folię aluminiową. Piekę przez godzinę w 200 stopniach. Po ostudzeniu obieram i kroję na małe kawałeczki. Dodaję ciecierzycę, przeciśnięty przez praskę czosnek, tahinę oraz sól i pieprz do smaku. Blenduję na gładką masę. Gdy wszystkie składniki będą zmiksowane, dolewam wodę do uzyskania pożądanej konsystencji (mój hummus w zasadzie wyszedł dość gęsty- dlatego nie bójcie się dolewać- zupa z tego nie wyjdzie, zapewniam)

Oniemiałam, gdy spróbowałam. Burak wspaniale przełamuje smak sezamu z tahiny oraz ciecierzycy. Chętnie dodałabym go jeszcze trochę, by był jeszcze bardziej wyrazisty i ożywił kolor hummusu. Z całego serca polecam Wam pieczone warzywa korzeniowe- marchewkę, pietruszkę, seler, bo są sezonowe i zdrowe, a w tej wersji zupełnie odmienione i przepyszne!

Pieczone warzywa w cynamonie
marchewki
pietruszki
kilka ząbków czosnku
pół łyżeczki cynamonu
oliwa z oliwek
pieprz, sól

Warzywa myję i obieram, kroję dowolnie, ważne tylko by kawałki nie były za małe i zbyt cienkie- wtedy za szybko się spalą. Wrzucam do miski razem z ząbkami czosnku (nieobranymi, ale stłuczonymi nożem). Podlewam oliwą, przyprawiam pieprzem solą oraz cynamonem. Rękoma mieszam wszystkie składniki. Odstawiam na jakiś czas, by smaki dobrze się przegryzły. Piekę na papierze do pieczenia przez 40min w 180 stopniach.

wtorek, 29 stycznia 2013

SUPER POWER MORNING BOWL

Co kryje się pod tym bogatym tytułem? Bogactwo składników, które o poranku wpoją w Was tyle sił witalnych, by nawet szary, mokry dzień był nam wszystkim lekki

  • płatki owsiane zawierają kompleks witamin z grupy B (B1, B6) odpowiedzialnych za prawidłowy stan naszej skóry, paznokci i włosów oraz dużą ilość błonnika, który usuwa wszystkie szkodliwe produkty przemiany materii 
  • siemię lniane zawiera OMEGA 3, wspomaga układ pokarmowy, obniża poziom choesterolu 
  • ziarna sezamu zawiera żelazo, cynk, magnez, białko, witaminę E, A i B, kwas fitynowy (przeciwutleniacz pomagający usuwać z organizmu nadmiar metali oraz wykazujący właściwości przeciwnowotworowe). Są jednym z najbogatszych źródeł wapnia (bogatszym niż mleko krowie lub jaja)
  • pestki słonecznika źródło ważnych dla zdrowia pierwiastków, jak cynk, żelazo, potas i wapń
  • jagody goji wzmacniają regenerację zniszczonych tkanek, działa antynowotworowo, wzacnia stawy i kości, poprawia wzrok, dostarcza energii i siły nazywane owocami długowieczności są tajemnicą Tybetu, gdzie używano ich do wytwarzania eliksiru długiego życia, brzmi archaicznie, ale to prawda- jagody goji są najzdrowszym pożywieniem świata!
  • imbir bardzo skuteczne lekarstwo na przeziębienie, mdłości czy bóle miesiączkowe 
  • jabłka zawierają ponad 20 cennych składników, posiadają wysoką zawartość kwasów owocowych oraz witamin A, B1, B2, C i E.
  • orzechy poprawiają koncentrację, stymulują mózg
Owsianka* zdrowia
*mam problem z nazewnictwem tego tworu, jednak z racji, że płatki się gotuję, niech pozostanie tradycyjnie- owsianka

3 łyżki płatków owsianych
łyżka siemienia lnianego
łyżka sezamu
łyżka pestek słonecznika
łyżka jagód goji
dowolne orzechy
pół startego jabłka
słupek imbiru
cynamon
miód
sok z cytryny

Płatki owsiane zalewam małą ilością wrzątku i duszę przez jakiś czas. Gdy rozmiękną dodaję do nich miód. Zdejmuję z ognia. Do płatków wrzucam starte jabłko, sok z cytryny, starty słupek imbiru, cynamon do smaku. Wymieszaną owsiankę wzbogacam o wszystkie drogocenne składniki.
Taka owsianka gwarancją wspaniałego poranka!

niedziela, 27 stycznia 2013

Perfekcyjne gołąbki- quinoa, soczewica i słodkawy sos

Niedzielne obiady i ich przyrządzanie jest dla mnie prawdziwą celebracją i rozkoszą. Po raz pierwszy w czasie mojej wegetariańskiej przygody na stole goszczą gołąbki, tak bardzo kojarzone z babciną kuchnią z dzieciństwa. Te jednak, nieskromnie biją na głowę wszystkie mięsne. Bardzo syte, a mimo to lekkie, zwieńczone soczystym, słodkawym sosem, idealne na niedzielne popołudnie, szczególnie przed lub po zimowym spacerem, jako że soczewica i kasza (komosa w tym przypadku) ma właściwości rozgrzewające!
Gołąbki z quinoa i soczewicą 
gołąbki(ilość na 2 spore rollsy)
2 liście białej kapusty
1/4 szklanki komosy ryżowej (quinoa)*
1/4 szklanki soczewicy
pół cebuli
ząbek czosnku
1/2 łyżeczki papryki ostrej
sól
pieprz
natka pietruszki
*zamiast komosy proponuję użycie innej kaszy- gryczanej, jęczmiennej, jaglanej, ulubionej.
Odkrajam liście od główki kapusty i gotuję przez 20min. W międzyczasie gotuję kaszę i soczewicę wg zaleceń na odwrocie opakowania. Tradycyjnie smażę posiekaną cebulę i przeciśnięty przez prasę czosnek- łączę z przygotowaną kaszą i soczewicą. Doprawiam, dodaję posiekaną natkę pietruszki. Gdy liście zmiękną, czekam aż nieco ostygną, odcinam twardą część i zawijam z nadzieniem jak tradycyjne gołąbki (z boków do wewnątrz i zrolować). Zawinięte kładę na dnie garnka, zalewam niewielką ilością osolonej wody i duszę przez 20-25min, podaję z sosem...
sos:
(najlepszy na świecie, dopełnia całe danie, nie pomijać!)
ok 10 pomidorków koktajlowych
pół cebuli
2 ząbki czosnku
łyżeczka koncentratu pomidorowego
2 łyżeczki rodzynek

Smażę na patelni cebulę i czosnek, dodaję pokrojone w kostkę pomidorki, duszę przez 2min, następnie dodaję koncentrat, rodzynki, podlewam trochę wodą i duszę do czasu, aż przyrządzę gołąbki.

środa, 23 stycznia 2013

Krem z marchewki+oliwa truflowa

Treściwe zupy-kremy są najodpowiedniejszym rozwiązaniem na rozgrzanie żołądka po dniu spędzonym w ekstremalnym chłodzie. Z marchewką warto się zaprzyjaźnić, bo jest powszechnie dostępna przez cały rok, jest tania nie tylko jako marchewka sama w sobie, ale jako najlepszy kosmetyk i lekarstwo. 
Korzeń marchewki to naturalna skarbnica cennych wartości odżywczych, której nie sposób przecenić. Poza dużymi ilościami beta-karotenu, czyli prowitaminy A, warzywo to bogate jest także w witaminy B1, B2, PP, K i C. Wszystkim dbającym o urodę i sylwetkę marchew dostarcza ważnych związków mineralnych, takich jak wapń, żelazo, fosfor, miedź, cynk, molibden, magnez, jod oraz potas – to im właśnie zawdzięczmy jędrne ciało, piękną cerę i karnację skóry oraz zdrowe i mocne włosy i paznokcie.
Krem z marchewki z dodatkiem oliwy truflowej*
0,5kg marchewek
1,5 l bulionu warzywnego
sól
pieprz
oliwa 
*Oliwa truflowa nadaje się idealnie, ale niekoniecznie. Za pierwszym razem użyłam oliwy przywiezionej z Chorwacji- aromatycznej, przepysznej. Drugim razem kupiłam pierwszą lepszą truflową znalezioną w delikatesach i tu już pudło. Zbyt mocny aromat truflowy (nie trufle), który zabija smak zupy, dlatego skłaniałabym się do innej, najważniejsze zaufanej oliwy.
Przygotowuję bulion- ważne, by był dość aromatyczny. Swój gotuję tradycyjnie na włoszczyźnie, porze, dwóch podpieczonych cebulkach, odrobinie czosnku, liściem laurowym, zielem angielskim czyli standardowo- ważne by nie żałować, by uzyskać wyrazisty smak. Gotować 45min. Umyć, obrać i pokroić marchewkę, wrzucić do przygotowanego bulionu i gotować ok. 1h, by dobrze namiękła. Następnie miksujemy blenderem naszą zupę, podajemy na talerzu skropioną oliwą, oprószoną świeżo mielonym pieprzem w towarzystwie grzanek. 

niedziela, 20 stycznia 2013

wariacje na temat seitana

Seitan- chińskie mięso. W pierwszej chwili przerażenie tym bardziej, że nie przepadam, za wegetariańskimi zamiennikami mięsnych dań (chociaż ostatnio zbliżam się do wegańskiego smalca, ale może to taka zimowa desperacja) unikam kiełbas, parówek sojowych i tak dalej, bo po prostu mija się to z moją ideologią wegetarianizmu. Skojarzenie z mięsem w przypadku  seitana jest nieuniknione, w zależności od formy, może przypominać pieczeń, kawał wysmażonego mięsa, mięso w zalewie, właściwie może przybrać kształt dowolnie podawanego mięsiwa. Jest to nic innego jak przyprawiony gluten, mający wysoką zawartość białka. Najlepsze w nim to, że daje ogromną dowolność przyrządzenia, ja jednak póki co nie biorę się za bary z mozolnym przyrządzeniem seitana (wystarczy tylko spojrzeć ile jest tego moczenia, ugniatania..., swoją drogą bardzo polecam to nagranie, by dowiedzieć się czegoś więcej)
Postawiłam na gotowy, marynowany seitan czeskiej marki sun food. Osobiście nie szaleję szczególnie na punkcie tego chińskiego mięsa (póki co, dopracowuję receptury...), ale po pierwsze uwielbia go mój chłopak, a po drugie, taka pora jak ta, wymaga konkretniejszego posiłku.
Dwie weekendowe wariacje na temat seitana:
Gulasz z seitanem
100-150g seitana
1 czerwona papryka
1 cukinia
4 duże pieczarki
cebula
czosnek
3 łyżki koncentratu pomidorowego
łyżka jogurtu naturalnego
łyżka sosu sojowego
natka pietruszki
pieprz
sól
oliwa
Na rozgrzanej oliwą patelni podsmażam pokrojone pieczarki oraz cebulę. Gdy oba składniki zeszklą się i dobrze podsmażą, dodaję pokrojony w kawałki seitan. Podsmażam 2-3min. Dodaję paprykę, cukinię, podlewam wodą i duszę pod przykryciem przez 15min. Po tym czasie dodaję wszystkie przyprawy, czosnek oraz koncentrat. Po zamieszaniu zagęszczam całość jogurtem, posypuję natką i podaję. Gulasz jest na tyle sycący, że nie wymaga dodatku kaszy, ziemniaków, czy ryżu. Mi w zupełności wystarczyły brokuły :)
Seitan w sosie pieczarkowym z quinoa

100-150g seitana
4  duże pieczarki
cebula
czosnek
2 łyżki masła
oliwa
gałka muszkatołowa 
sól
pieprz
Siekam drobno pieczarki i cebulę (musi powstać sos) i podsmażam na rozpuszczonym na patelni maśle. Gdy składniki się usmażą, dodaję pokrojony w kawałki seitan. Seitan w sosie pęcznieje, dlatego zostawiam go z powstałym sosem na ok 20min. Po tym czasie, zagęszczam sos śmietaną lub jogurtem, doprawiam do smaku. Tutaj już zalecam podanie z jakimś dodatkiem, na przykład idealną do tego typu dań komosą. 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Pudding z jaglanki na pierwszy śnieżny poranek tego roku

Bajeczny, śnieżny poranek, na dodatek pierwszy w tym roku należy godnie powitać. Postawiłam na klasykę w moim śniadaniowym repertuarze, czyli nudną jak flaki (fuj) z olejem kaszę jaglaną. Znacznie lepszą jednak od owych flaków, a choć powtarzaną do znudzenia, to w smaku wciąż zaskakującą!

Pudding* z kaszy jaglanej
1/4 szklanki kaszy jaglanej
szklanka mleka (u mnie owsiane)
niecała łyżeczka masła
łyżeczka miodu
2 kostki gorzkiej czekolady
łyżeczka wiórek kokosowych
W garnku zagotowuję mleko. W międzyczasie przepłukuję jaglankę zimną wodą. Wrzucam do mleka i pozwalam na samoistne gotowanie (kasze mają to do siebie, że niemieszane dają sobie radę z płynami i nie przypalają się), mieszam dopiero w momencie gdy dodaję miód, a jest to wtedy, gdy kasza wsiąknie 3/4 mleka. Wcześniej dodaję masło, które rozpuści się, a dotrze, gdzie ma dojść w chwili mieszania z miodem.
* Puddingiem nazwałam, bo nie pozwoliłam kaszy wsiąknąć całej ilości mleka (gdy trzeba, dolewamy), miała więc lekko luźną konsystencje a masło zmieniło całkiem jej smak, polecam też użycie mlek roślinnych, bo owsiane na przykład, łagodzi smak jaglanki i nadaje jej maślanego posmaku, typowego dla owsianek.
Po podaniu na talerz posypać startą czekoladą (poezja, gdy czekolada rozpuszcza się na wciąż ciepłej kaszy) dobrym pomysłem jest też położenie na talerz jednej warstwy kaszy, na nią kostki czekolady i następna warstwa naszego Puddingu- odczekać, a po chwili ze środka wypłynie czekolada, o rany... Na końcu posypać wiórkami lub orzechami, czymkolwiek, na co macie ochotę!

niedziela, 30 grudnia 2012

Królewskie śniadanie w ostatni dzień roku

 Stało się tak, że tegorocznego sylwestra nie obchodzę hucznie, jednak nie znaczy to, że zaniedbam się kulinarnie. Braki nadrobię dobrą kuchnią, ot co. Zrobiłam domową nutellę, doskonałą, mocno orzechową przez co wyrazistą i pyszną. Świetnie wypada jako krem na chleb, czekoladowy dodatek do kasz, ale także jak najzwyczajniejsza w świecie nutella... do pancake'ów! Oto przepis na proste, pyszne i wegańskie placuszki:

1 szklanka pełnoziarnistej mąki
1 szklanka mleka (u mnie owsiane)
2 łyżki melasy (lub miodu)
2 łyżki oleju
łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli 

Wszystko mieszam dokładnie w misce. Placuszki kładę na rozgrzany teflon (przewracam, gdy pojawiają się bąbelki) Otrzymuję taką stertę naleśników jak po lewej :)
Były przepyszne z dodatkiem czereśni i bananów! Wielka góra rozeszła się w mgnieniu oka, a ja mogłam poczęstować nimi całą rodzinę, pałaszującą z uśmiechem.

środa, 26 grudnia 2012

Święta, święta i.... rozgrzewająca zupa z soczewicy

Tegoroczne Święta bardzo smaczne i udane- był cytrusowy kompot z suszu, wegańskie pierniczki z melasą, buraczane pierogi, ciasto marchewkowe, wigilijne fizioły, śniadaniowa granola, pęczak z grzybami, kutia z makiem oraz nie tak ładny bigos i kilka smacznych, acz niefotogenicznych dań.
Leniuchuję bardzo, nawet więcej niż zakładałam, ale też choroba wdarła się do mojego domu i naruszyła nieco świąteczną atmosferę- wszystko było zabiegane i chaotyczne, ale może święta już po prostu takie są? Wielkie zamieszanie tylko po to, by zdychać na kanapie.
Powoli pozbywam się całej świątecznej atmosfery, sięgam po książki, chętnie poszłabym na rower (tak, tak pogoda wyśmienita na rozpoczęcie sezonu), póki co jednak pichcę i nie wychodzę z garolandi, ale tu mi dobrze. Chociaż pogoda zwiastuje przedwiośnie, moja dzisiejsza zupa bardzo zimowa- chociaż w ten sposób trzymam zimę za nogi...
Rozgrzewająca zupa z soczewicy
1l wywaru warzywnego zrobionego własnym, sprawdzonym sposobem
szklanka czerwonej soczewicy
3 duże cebule
4 ząbki czosnku
łyżeczka kurkumy
łyżeczka mielonego kminku
2 łyżki oliwy
pieprz
sól
Wykonanie bardzo proste- wcześniej przyrządzony bulion podgrzewamy, w między czasie zagotować soczewicę i dusić bez przykrycia przez 8min. W dużym garnku podsmażyć czosnek, dorzucić (drobno!) posiekaną cebulę, przyprawy, chwilę podsmażyć następnie dodać ugotowaną soczewicę oraz wywar. Gotować pod przykryciem przez 40min. Na koniec mocno doprawić solą i pieprzem. Świetnie smakuje z grzankami z pełnoziarnistego chleba, ale też z dorzuconą fetą czy białym serem. Dzięki kurkumie zupa przybiera piękny, intensywnie żółty kolor, ma też doskonałą konsystencję. Przepadam za zupami-kremami-paćkami, ta natomiast przez rozklejoną soczewicę jest bardzo gęsta i kusząca kolorem i zapachem.

niedziela, 23 grudnia 2012

Slow down with hot chocolatte full of goodness

W ramach odpoczynku od całodniowego gotowania bigosu i pszenicy, zapachu kiszonej kapusty, coś dobrego dla ciała i ducha- gorąca czekolada pełna dobrodziejstw- kilka kostek gorzkiej czekolady o wysokiej zawartości kakao, łyżeczka kakao, miodu, szczypta cynamonu i imbiru, wszystko rozpuszczone w podgrzanym roślinnym mleku, najlepiej smakuje pod kołdrą z widokiem na iskrzący się w kominku ogień.
Taki kosz pyszności został mi podarowany, cieszy nie tylko wzrok, ale i smak, doskonałej jakości suszone owoce- mięsiste i pełne smaku szczególnie figi i daktyle- jeszcze nigdy nie jadłam tak dobrych! Zrobiłam użytek z tej pięknej niespodzianki dzisiejszego przedświątecznego (zabieganego) poranka- najprostsze, co może być, czyli kasza jaglana z tymi smakołykami i kilka dowolnych orzechów- owoce są tak słodkie, że nie trzeba niczym dosładzać. Proste i naprawdę smaczne śniadanie dodające sił, by przytaszczyć choinkę do domu ;)


środa, 19 grudnia 2012

by dzień skończył się najmilej...

wspaniały, grudniowy koktajl! Połowa banana, 3/4 szklanki mleka (u mnie przepyszne odkrycie-
mleko gryczane, o niesamowitym, roślinnym choć słodkawym smaku), łyżeczka masła orzechowego, łyżeczka otrąb owsianych, szczypta cynamonu. Wszystko miksuję w blenderze, moje mleko gryczane jest cieple, przez co napój jest jeszcze smaczniejszy, a na wierzchu tworzy się pyszna pianka.


Mówi się, że śniadanie powinno być godne króla, a kolacja żebraka. Staram się, by moje pieczołowicie przyrządzone, nieco zabiegane śniadania były bogate w smaki i wartości odżywcze, natomiast rozkoszy smakiem w przypadku ostatnich posiłków nie mogę sobie odmówić. Taki koktajl, to słodkie zakończenie dnia, rekompensata za trudy i zmęczenie, ale też duża dawka energii na pracowitą noc, gdy przyjdzie nam sie uczyć, pracować, czytać, pisać. Wspaniałe zwieńczenie dnia i przyjemny początek pracowitej nocy...

poniedziałek, 17 grudnia 2012

God save the porridge i liebster blog

Owsianka to zawsze pełne pole do popisu. Na mleku, na wodzie, z owocami suszonymi, świeżymi, z orzechami, musami, polewami, otrębami, przyprawami...Jednocześnie jest bardzo prosta w przygotowaniu, a dodatki i przyprawy są kwestią dowolną. Nie mam pojęcia dlaczego powszechnym stereotypem jest znienawidzona owsianka jako niesmaczna i bezkształtna paćka. Gdy byłam mała, mama podawała mi najprostszą w świecie owsiankę na mleku z łyżką miodu- na dodatek zmiksowaną przez co na powierzchni powstaje przepyszna pianka (rozklejone płatki owsiane smakują zupełnie inaczej, dlatego też zawsze zalewam je wodą/mlekiem na noc). Przez długi czas uwielbiałam taką właśnie prostą wersję. Odkąd staram się przynajmniej unikać mleka krowiego zastępuję je wodą lub mlekiem roślinnym, ale wtedy owsianka wymaga urozmaicenia dodatkami. Suszone śliwki są w tym przypadku nieśmiertelne, ze względu na swoją wspaniałą słodycz. Zresztą nie wyobrażam sobie słodkiego zimowego śniadania bez suszonych owoców i orzechów, stąd dzisiejsza owsianka, z którą łatwiej rozpocząć dzień.

1 szklanka wody
2 łyżki mleka owsianego instant (oczywiście te dwa punkty można zastąpić dowolnym mlekiem gotowym)
4 łyżki płatków owsianych góskich
łyżeczka miodu
2 łyżki suszonej żurawiny
2 łyżki jagód goji
1 łyżka migdałów
1/2 łyżeczki cynamonu

Przygotowanym mlekiem zalewam płatki i odstawiam na noc, wówczas płatki nieco się rozkleją, dzięki czemu szybciej się je ugotuje, a także wydobędzie się z nich nieco maślany smak. O poranku gotuję płatki na małym ogniu, aż do uzyskania konsystencji kleiku. Dosładzam, wrzucam suszone owoce, trzymam na ogniu przez minutę. Przekładam do miseczki, posypuję migdałami i cynamonem, smacznego!

Dzięki szmaragdowej krainie zostałam nominowana do zabawy Liebster Blog, polegającej na nominowaniu kolejno 11 blogów, odpowiadaniu na zadane pytania, po czym przekazaniu pałeczki dalej, z nowymi pytaniami i nowymi nominowanymi. Myślę, że to całkiem ciekawa zabawa, dająca się poznać z innej strony, zatem...

1. Nazwa bloga, który zainspirował Cię ostatnio do wykonania przepisu kulinarnego?
jadłonomia inspiruje mnie z każdym nowo dodanym przepisem! Poprzednio zachwycił mnie wegetariański bigos, do którego zakasuję rękawy już w sobotę, dzisiaj natomiast urzekł mnie zaskakujący przepis na fasolę z miodem, którą już zdążyłam moczyć.
2. Nie będzie Wigilii bez...
Moja wigilia jest tak bogata w smaki, że ciężko mi coś konkretnego wyodrębnić, zresztą staram się, by co roku na stole gościło coś nowego, choć wciąż tradycyjnego. Mimo wszystko, są to chyba najlepsze w świecie kluski z makiem mojego taty.
3. Książki do czytania czy słuchania?
Jestem tradycjonalistką- książka to książka- tylko i wyłącznie w wersji papierowej do ręki.
4. Kubek czy filiżanka?
Kubek, bo jakiś taki przyjaźniejszy i pojemniejszy!
5. Góry, morze czy jezioro?
To zawsze jest dylemat. Morze jest piękne dzięki swemu bezkresowi, spokojowi i gwałtowności, ta nieprzewidywalność jest urzekająca. Pozostanę jednak wierna górom, w których przebywam znacznie częściej, a uczucie towarzyszące zdobyciu szczytu jest niesamowite!
6. Własnoręcznie zrobiony kosmetyk czy kupny?
Kupuję kosmetyki mineralne i jest mi z nimi dobrze, jednak gdybym robiła je własnoręcznie, wolałabym te handmade :)
7. Gdybyś miał/a porównać się do zwierzęcia, to do jakiego?
Ptak.
8. Blender kielichowy czy z nóżką?Miałam krwawe przygody z blenderem kielichowym, odtąd nasze relacje są raczej napięte.
9. Skąd pomysł na nazwę Twojego bloga?
Z zamiłowania do zieleni i natury, która wciąż mnie zadziwia i zachwyca.
10. Śniadanie na surowo czy na ciepło?Latem na surowo, Zimą obowiązkowo na ciepło!
11. Szmaragdowy kojarzy mi się z...
groźnym, niespokojnym morzem

Blogi które nominuję (z racji moich początków tutaj, nie jestem w stanie wytypować aż 11)
http://poziomkowyelinownik.blogspot.com/
http://enjoyyourmorning.blogspot.co.uk/
http://littlebrainchild.blogspot.com/
http://fantazje-luny.blogspot.com/
http://relishmeals.blogspot.com/
http://panikanka.wordpress.com/
http://laktoowo.blogspot.com
http://prettystrawberries.blogspot.com

Pytania:
1. Smak wiosny to...
2. Smak lata to...
3. Smak jesieni to...
4. Smak zimy to...
5. Co podasz na kolację ukochanej osobie?
6. Największa kulinarna słabość?
7. Najbardziej intrygująca kuchnia świata?
8. Mięso- tak czy nie? Jaki masz stosunek do wegetarianizmu?
9. Nigdy w życiu nie spróbuję...
10. Największe kulinarne marzenie?
11. Weganizm- kosmos czy rozsądek?

Pozdrawiam i życzę udanej zabawy!

sobota, 15 grudnia 2012

Czerwono zielona sobota czyli buraczane burgery i szpinakowe smoothie

Zawsze fascynuje mnie jedzenie o intensywnych barwach, po takie też najchętniej sięgam. Oczywiście nie mowa tu o sztucznie zabarwianych o zgrozo niebieskich wyrobach cukierniczych, ale o naturalnych cudach natury o wysokim nasyceniu koloru. Buraczki choć niepozorne  najskuteczniej barwią ręce i zawsze zachwycają mnie swoją intensywną czerwienią/ purpurą (?), ponadto ich subtelna słodycz jest tak uniwersalna, że doskonale sprawdzają się w sałatkach na przełamanie smaku. Jednocześnie burak to takie polskie dobro narodowe, które trzeba wykorzystywać, gdzie tylko się da, bo burak to skarbnica witamin- potas, magnez, wapń, żelazo, magnez, witaminy B1, A i C oraz kwas foliowy!!! Dziś u mnie gościły 'krwiste' burgery z kaszy jaglanej i buraczków w rolach głównych.

Buraczane burgery z kaszą jaglaną
3/4 szklanki kaszy jaglanej
jeden duży burak
pół szklanki uprażonego słonecznika i sezamu
mała cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżki mąki pełnoziarnistej
3 łyżki bułki tartej
natka pietruszki
sól
pieprz
oliwa z oliwek

Kaszę jaglaną ugotować w dwóch szklankach wody, w międzyczasie obrać buraka i zetrzeć na tarce. Uprażyć słonecznik oraz sezam na suchej, rozgrzanej patelni, aż zaczną się złocić (prażymy uważnie!) Posiekać natkę pietruszki, cebulę, czosnek. Ugotowaną kaszę ostudzić po czym połączyć ze wszystkimi przygotowanymi składnikami oraz resztą. Dokładnie wymieszać wszystko w misce, kotleciki formować rękoma. Pieczemy w 200 stopniach na blasze posmarowanej oliwą przez 40min (po upływie połowy czasu przewrócić na drugą stronę) doskonałe z ziemniaczkami i zimowymi surówkami.
Z takiej ilości składników otrzymujemy ok 7 większych- 8-9 mniejszych burgerów. Są wspaniałe, delikatne w smaku, lekko słodkawe ale wyraziste. Uprzedzam, że można stracić umiar, gdy tylko się spróbuje! Po tak sycącym obiedzie pora na coś lekkiego i orzeźwiającego, zatem smoothie. Nigdy nie kombinowałam z nimi za bardzo, mam stały, sprawdzony patent na dobry, lekki, trochę kwaśny, trochę słodki, ale na pewno bardzo zdrowy napój, który szybko dodaje energii i chęci do działań :) A co ciekawe, nie czuć w nim tak mocno zieleniny, jest to więc świetny sposób na przemycenie bomby witamin tym, którzy za zielonym nie przepadają.

Smoothie ze szpinakiem i jabłkiem
jabłko
dwie garści świeżego szpinaku
sok z cytryny
miód/melasa do osłody (opcjonalnie)

Kroję jabłko w kostkę, odrywam łodyżki listków szpinaku, wsadzam do blendera, zalewam odrobiną wody, dodaję sok z cytryny i słodzik, naciskam guzik i gotowe, a pyszne...


czwartek, 13 grudnia 2012

pražené mandle/prażone migdały

Ostatnie dwa dni miałam przyjemność spędzić w Pradze. Miałam ogromny zapał do zobaczenia budzącej powszechny zachwyt Pragi zimową porą, ba świąteczną porą- całą ustrojoną w świecidełka, pachnącą piernikami i grzanym winem. Moje oczekiwania nieco rozminęły się z prawdą, bo jednak jakkolwiek piękne miasto, zimą zamienia się w wielką, szarą breję przez którą ciężko się przedrzeć. Jednak aromaty bożonarodzeniowego jarmarku rozłożyły moje zmysły na łopatki. 



Pierwszy raz próbowałam pieczonych kasztanów, przypominających w smaku słodkie ziemniaki, piłam przepysznego grzańca z goździkami, pomarańczą i cynamonem. Odnalazłam wspaniały sklep ze zdrową żywnością, w którym nie wiedziałam, co ze sobą zrobić- quinoa w trzech kolorach, owoce goji tanie i w ogromnych ilościach, kremy czekoladowe z nerkowców, orzechów laskowych, pekanów, na potęgę wegańskich czekoladek, past, pasztetów- szaleństwo! Najbardziej jednak pobyt ten będę kojarzyła z cudownym smakiem prażonych migdałów, których skosztowałam ostatniego dnia. Przepis zdradził mi pan ze stoiska z tymi pysznościami. Nie podaję proporcji, ale myślę, że jest to kwestia dowolna, a metodą prób i błędów można uzyskać te idealne.
Prażone migdały
migdały
brązowy cukier
cukier waniliowy
cynamon
odrobina soku z pomarańczy lub cytryny
(mój dodatek)

Cukier karmelizować na rozgrzanej patelni, dodać cukier waniliowy,sok oraz cynamon. Dodać migdały, przemieszać by dobrze "oblepić" je w reszcie składników, odczekać jakiś czas by ich skorupka stwardniała. Twarde i zastygłe migdały można wówczas nieco podgrzać, bo na ciepło są najsmaczniejsze. Będę próbowała zmodyfikować przepis by zamiast cukru dać miód lub zastąpić go połowicznie, póki co na zimę ta wersja jest idealna i wprost niebiańska.

niedziela, 9 grudnia 2012

Na rozgrzanie... gulasz fasolowy

Pogoda zdecydowanie nas nie rozpieszcza. Temperatura przekracza -10 stopni i chociaż nogi, ręce, nosy zamarzają, nie sposób wysiedzieć cały weekend w mieszkaniu. Czekałam na ten śnieg skrzypiący pod stopami i czerwone nosy, w których też przecież jest urok! Przede wszystkim jednak zima wzmaga apetyt, a po długim spacerze obowiązkowo należy rozgrzać brzuch ciepłym i zdrowym posiłkiem.
Polskimi, domowymi sposobami najlepiej rozgrzać się dużą ilością czosnku i cebuli. Uwielbiam zapach smażonego czosnku na patelni, dlatego czosnek w duecie z cebulą staram się załączać do wszelkich zimowych dań. Każda babcia czy mama powie też, że jedynym sposobem, by korzystać z zimy, a jednocześnie cieszyć się dobrym zdrowiem jest zażywanie witaminy C, tej z kolei dużo jest w natce pietruszki, cytrusach i papryce. No i białko... obowiązkowe by wzmocnić ciało przed mrozami i osłabieniem. Dobry gulasz musi mieć przecież porządny kawał mięsa- powie niejeden mięsożerca, ja jednak wpadłam na pomysł zrobienia lekkiego, białkowego gulaszu, który dostarczy nam wszystkiego tego, co niezbędne by przetrwać zimę...


Fasolowy gulasz
50g kolorowej fasoli
pół cukinii 
papryka
marchewka
pomidory z puszki lub własnego słoiczka
cebula
2 ząbki czosnku
szczypta ostrej papryki
świeżo mielony pieprz
sól morska (do smaku)
natka pietruszki




Wieczór wcześniej namoczyć fasolę na całą noc.Ugotować 45min. W tym czasie zmiażdżone ząbki czosnku rozgrzać na dwóch łyżkach oliwy z oliwek. Uważać by czosnek się nie spalił, lub zanadto nie przypiekł. Gdy zacznie aromatycznie pachnieć należy dodać posiekaną cebulę- zeszklić. Równocześnie posiekać marchewkę, cukinię oraz paprykę. Do cebuli oraz czosnku dodać marchewkę, całość trzymać na patelni 5-10min następnie dodać resztę warzyw, chwilę podsmażyć, dodać pomidory. Doprawić, przemieszać, na końcu wrzucić fasolkę. Całość dusić ok 10min. Przełożyć do miski, dodać posiekaną natkę pietruszki i przemieszać. Smacznie, zdrowo i co równie ważne zimą- kolorowo!